sowie

Basket and witches czyli sposób na uratowanie polskiej koszykówki

Ostatnio komentowane
Publikowane na tym serwisie komentarze są tylko i wyłącznie osobistymi opiniami użytkowników. Serwis nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za ich treść. Użytkownik jest świadomy, iż w komentarzach nie może znaleźć się treść zabroniona przez prawo.
Data newsa: 2014-03-18 13:35

Ostatni komentarz: …. Bardziej zwróciłabym uwagę na brudne stopy kobiety, aniżeli na brudna sierść psa.
dodany: 2022.03.30 20:12:36
przez: Diane
czytaj więcej
Data newsa: 2020-10-20 09:42

Ostatni komentarz: super...szkoda, że nie napisałaś jaki kościół w Wałbrzychu. PIsz dalej na na koniec roku książka. ja swoją szykuję na i półeocze...
dodany: 2021.01.18 11:09:17
przez: obba
czytaj więcej
Data newsa: 2013-04-05 13:21

Ostatni komentarz: Świetne...gratuluję...czas na książkę.

dodany: 2021.01.15 08:45:03
przez: adam
czytaj więcej
Data newsa: 2020-10-20 09:40

Ostatni komentarz: Mój tata też należał do ZBOWiD-u. Pełnił tam jakaś funkcję. Wspominal, że do ZBOWiD-u dla korzyści materialnych zapisują się osoby, których w tamtych czasach nie było na świecie. 😊
dodany: 2020.11.14 09:25:09
przez: Bozena
czytaj więcej
Data newsa: 2011-05-15 20:15

Ostatni komentarz: Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu.............

Wspaniałe!!!
dodany: 2019.03.20 19:01:12
przez: Darek
czytaj więcej
Data newsa: 2016-09-13 16:01

Ostatni komentarz: Super! Bardzo miło się czyta
dodany: 2017.01.06 22:01:25
przez: Jan
czytaj więcej
Data newsa: 2013-04-05 13:18

Ostatni komentarz: Historia jedna z wielu ale prawdziwa.
Panowie w pewnym wieku szukają
gosposi i pielęgniarki.
dodany: 2015.10.02 15:09:05
przez: stokrotka
czytaj więcej
Jak to z legendami bywa...
2025-02-17 15:18

Klechta dzisiejsza

(Wyróżnienie w VI Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Alfreda Borkowskiego w Ciechanowie w 2024 roku)

Tej historii na pewno nie znacie.... posłuchajcie...


Żaba, która nie wiedziała czy jest żabą trawną, wodną, moczarową czy po prostu pospolitą ropuchą, bo znawcy twierdzą, że ropucha to nie żaba... w każdym razie wyszła nocą z mokrych traw rzeki Łydyni i westchnęła. Ciężko. Bo ciężko jej na wątrobie i sercu było.
- Och losie, losie, który starożytni nazywają fatum, nowożytni przeznaczeniem, a ja dolą, oj niedolą.... - zajęczała, chociaż zającem nie była.
Doczłapała się ni to skokami, ni to marszem do murów starego zamczyska w Ciechanowie. Spojrzała z nostalgią na wielką bramę broniącą dostępu do środka i ponownie westchnęła. Po kilku westchnięciach, kręceniu głową i uronieniu kilku łez, odnalazła niewielką dziurę w murze, przez którą tylko ropucha lub żaba mogła się przedostać na zamkowy dziedziniec.
Miała powody, by narzekać na swoje życie, zarówno żabie jak i te wcześniejsze, bo żabą ani ropuchą nie byłą od początku swego istnienia....
Dawno, dawno temu była córką wrotnego z ciechanowskiego zamku. Jej ojciec otwierał i zamykał zamkowe wrota, pilnował, by obcy nie dostał się na dziedziniec. Opuszczał bronę, jak nazywano żelazną kratę w bramie. Co samo czynił z mostem zwodzonym. Był osobą na stanowisku i nieźle mu się powodziło. Żonę miał zacną, a córkę piękną. Nazywano ją Żabusia. Wrotny marzył o spokojnej starości u boku małżonki i córuni, w towarzystwie grona wnucząt, a może nawet prawnucząt... Niestety, córka, świadoma swej urody, pielęgnowanej za pomocą środków pochodzenia naturalnego, nie testowanych na zwierzętach, odrzucała każdego kawalera. Ten był za stary, ten za młody, a tamten krzywo patrzył. Ale pewnego dnia, jak to mówią starzy Polacy, trafiła kosa na kamień. Młodzieniec o imieniu Patrzysław spojrzał na Żabusię, ona na niego i oboje poczuli miętę ku sobie.
Zaczęli spotykać się nad brzegiem Łydyni, patrzeć w oczy i wymieniać płyny między sobą, znaczy się - całować. Kiedy wszystko szło ku dobremu i Patrzysław dotarł do tylnej części gorsetu i zaczął posuwać się niżej, Żabusia wyprostowała się:
- Chwila kochany, musimy coś ustalić.
- Słucham kochana, byleby szybko.
- Kocham cię bardzo.
- Ja też cię kocham.
- Kocham cię tak bardzo, że nie chcę kochać już nikogo więcej na świecie.
- Nawet mamusi i tatusia?
- Nawet.
- Nawet naszych wspólnych dzieci, które będziemy mieli, jak zdejmę ten gorsecik?
Żabusia westchnęła.
- Właśnie, nie chcę mieć dzieci. Nie pozwolę, żeby twoja ręka zeszła poniżej gorsetu.
- Dlaczego?
- Bo nie i tyle w tym temacie. Będziemy chodzili nad rzekę, będziemy się całować i na tym koniec - powiedziała prekursorka hipolibidemii (1) i kobiet wyzwolonych.
Patrzysław złapał się za głowę.
- Wiem, jakie mam imię, ale przez całe życie tylko patrzeć?
Żabusia wzruszyła ramionami.
- No tak, należało się tego spodziewać. Facetom tylko jedno w głowie! - wrzasnęła, aż woda w rzece poruszyła się pod prąd.
- Nie, to nie. Spadaj! - wstała z trawy i palcem wskazującym pokazała młodzieńcowi kierunek spadania, w stronę książęcego traktu. Ten posłusznie poszedł i nikt go więcej już nie widział.
Tymczasem Żabusia, dygocąc z nerwów ruszyła brzegiem rzeki. Akurat trwało święto Kupały. Młodzież rozpoczęła tańce, hulanki i swawole. Dziewczyna spojrzała z pogardą na swawolników i skręciła w stronę lasu. Idąc ścieżką wśród drzew mieszanych, natknęła się na starą, pomarszczoną kobietę niosącą chrust.
- Pomóż dziecko kochane, a Kupała ci wynagrodzi... - jęknęła staruszka.
- Spadaj, nie tarasuj mi drogi. A Kupałę to mam gdzieś! A może tobie pomoże, bo widać szpetna byłaś, skoro chłopa nie masz i sama nosisz ten chrust - zadrwiła wrotówna.
- Bacz dziecko na to, co mówisz, bo może się to obrócić przeciwko tonie... - szepnęła starowinka.
- Spadaj! - powtórzyła butnie.
Cóż, jak było do przewidzenia... Leśna seniorka nie była zwykła babinką. To wróżka leśna, wielka strażniczka życia lasu o potężnej mocy. Szybko wykorzystała ją i za karę zamieniła Żabusię w żabę lub ropuchę. W sumie nie wiadomo w jaki gatunek, bo na przestrzeni lat, przyroda uległa ewolucji. A nasza Żabusia żyła, ewoluując wraz z naturą. Przez całe swoje życie dzień spędzała w środowisku wodnym, czyli nad Łydynią, nocą zaś przemieszczała się do zamku, by wspominać stare dzieje....
Teraz też dobrnęła do starego obrosłego mchem kamienia, ukrytego wśród zamkowych murów. Usiadła i zakumkała. Z czerwonych czeluści podnóża wieży zachodniej wyszedł wielki czarny brytan. Jak mógł najciszej zaszczekał na przywitanie.
- Witaj kompanie niedoli - przywitała go Żabusia.
- Cześć. Co u ciebie za dnia się zdarzyło?
- Nic. Nic. Nudy. Nudy.
- U mnie to samo.
- Ech, co za życie.... Od ilu wieków mamy takie nudy?
Brytan westchnął:
- Przestałem liczyć....
Westchnęli oboje.
Jak już na pewno czytelnicy się domyślają, brytan nie był zwykłym psem. Jego historia była tak samo smutna jak historia Żabusi.

Pies był ongiś potężnym i bogatym rycerzem Sulimirem. Prowadził jednak bardzo występne życie. Polegało ono na nieustannym piciu napojów zwanych dziś wyskokowymi podczas imprez, które kiedyś zwano ucztowaniem. Do tego nadmierna ilość tańców i swawoli z folwarcznymi sikorkami, czyli dziewczętami, uwodzenie panien dobrego rodu, obiecywanie im małżeństwa, a następnie porzucanie. Nawet po bitwie Sulimir nie odpuszczał balangowania. Żarł, chlał i zniewalał. Wszystko to uchodziło za skandal, porutę i hańbę. Otaczający go ludzie nie zdzierżyli tego więcej. Udali się do leśnej wróżki, bo ta zaradziła, co z występnym rycerzem robić.
- Niechaj stanie się psem, żywiącym się odpadami. Niechaj będzie samotny i odrażający, by żadna suka się do niego nie zbliżyła! - rzuciła zaklęcie wrzucając jajo smoka do ogniska.
I tak też się stało. Może i Sulimir brzydki jako pies nie był, ale wszyscy się go bali i unikali jak diabeł święconej wody. Kiedy zamek w Ciechanowie opustoszał, brytan zamieszkał w nim. Tu po raz pierwszy spotkał istotę, która się go nie bała. To była oczywiście zaczarowana córka wrotnego. Każdego wieczora oboje nieszczęśników spotykał się na zamkowym dziedzińcu, wspominało stare dzieje i narzekało na swój los.
- Gdzie znaleźć pięknego młodzieńca, który mnie pocałuje i odczaruje? - biadoliła Żabusia.
- Który człowiek zdecyduje się mnie pogłaskać, bym przybrał dawną postać? - wtórował jej Sulimir.
Bo leśna wróżka dała im szansę na powrót do dawnego życia. Tylko kto zechce pocałować żabę lub ropuchę, kto pogłaszcze groźnego psa? Tak więc sobie nocami rozmawiali, trochę popłakiwali i żyli, marząc o normalnym życiu.
Nie zauważyli, że od około tygodnia są obserwowani przez mysz, normalną, polną. Przychodziła tu co noc i przysłuchiwała się tajemniczym istotom. Kiedy poznała ich historię, zaśmiała się pod nosem.
"Ale oni niemądrzy! Przecież wszystko jest takie proste!".
Po cichu podeszła do nich, kiedy rozpoczęli conocne zrzędzenie.
- Cześć patałachy! - zapiszczała w uniwersalnym języku zwierząt.
Żabusia i Sulimir spojrzeli na nią.
- No część! Mówię do was, tak ja, mysz polna.
- Nie boisz się mnie? - zapytał zdziwiony brytan.
- A dlaczego się niby mam bać? Obserwuję was od tygodnia. Jesteście zupełnie niegroźni. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tyle głupot o was ludzie opowiadają. Wy po prostu jesteście biedni.
- Ja kiedyś miałem wielki majątek. Na wojnach się dorobiłem - pochwalił się Sulimir.
- I cały ten majątek przepiłeś - stwierdziła mysz.
- Skąd wiesz?
- Bo jestem mysz polna wszechwiedząca. Spotykacie się tutaj i użalacie nad sobą, zamiast zabrać się do działania. Widać żeście ze średniowiecza i to bardzo odległego.
Żabusia zakumkała:
- I co niby mamy robić. Zaklęci jesteśmy i nikt nas nie wyzwoli, chyba, że ktoś pocałuje i pogłaszcze. A takiego odważnego nie ma.
Mysz polna nie po to stanęła przed zaklętymi, by im nie poradzić:
- Sami sobie możecie pomóc.
Żaba lub ropucha i pies otworzyli usta ze zdziwienia.
- Ciebie musi pocałować piękny młodzieniec tak? Przecież stoi obok cienie!
Obok Żabusi stał pies. Mysz polna zaśmiała się:
- A kim jest ten pies? Rycerzem. Facetem. Nie wiem czy pięknym, bo to rzecz gustu. Niech cię pocałuje i staniesz się na nowo dziewczyną. Ponoć całkiem do rzeczy ...
Brytanowi zaświeciły się oczy. Ongiś lubił przecież piękne dziewczęta:
- Dobra, pocałuję ją, stanie się dziewczyną, a co ze mną?
- Jak stanie się na powrót człowiekiem, pogłaszcze cię i wrócisz do dawnej postaci.
Wszystko było nad wyraz logiczne.
- Do roboty, do roboty dosyć tego marudzenia - poganiała mysz polna.
Brytan pochylił się najniżej jak mógł i pocałował żabę lub ropuchę.
Zagrzmiało, zahuczało nad zamkiem. Dwa potężne pioruny uderzyły w zamkowe wieże. Niebo rozbłysło blaskiem tysiąc gwiazd.
Zamiast obślizgłego zwierzęcia, pod zamkowymi murami stała piękna dziewczyna.
Psu ślina pociekła z z ust. Machał ogonem, a oczy błagały "Pogłaszcz mnie szybko, pogłaszcz!".
Żabusia pochyliła się nad towarzyszem niedoli. Objęła jego wielki, psi łeb i pogłaskała.
Zagrzmiało, zahuczało nad zamkiem. Dwa potężne pioruny uderzyły w zamkowe wieże. Niebo rozbłysło blaskiem tysiąc gwiazd.
Zamiast czarnego brytana, pod zamkowymi murami stał przystojny rycerz.
Odczarowani spojrzeli na siebie. Od razu zaiskrzyło między nimi.
"I załatwione!" - ucieszyła się mysz polna, zapiszczała i z radości zakręciła się kilka razy wokół siebie.
Żabusia i Sulimir usłyszeli cichy pisk. Pochylili się nad swoim dobroczyńcą.
- Dziękujemy.
Myszka ponownie wykonała swój taniec radości i pobiegła w stronę jakiegokolwiek pola, skąd pochodziła.
- I co teraz? - zapytał Sulimir.
- Trzeba poczekać, aż przyjdzie wrotny i otworzy bramę dla turystów. Wtedy wyjdziemy. Ale zanim wyjdziemy, musisz mi coś obiecać.
Rycerz uderzył się pięścią w pierś:
- Co tylko chcesz!
- Nie będziesz latał za innymi babami!
- No coś ty! Mając u boku taką bab..., przepraszam kobietę, nie będę nawet myślał o innych. Ale ja też mam prośbę...
Żabusia nastawiła ucha.
- Może jednak pomyślisz o tych dzieciach... Fajnie byłoby ród przedłużyć.
- Pomyślę - rzekła z uśmiechem.
Cóż, zawsze jest coś za coś.
A co było dalej?
Pracownik muzeum zamkowego otworzył drzwi i ujrzał dwoje zakochanych zmierzających do wyjście. Już chciał na nich nawrzeszczeć, ale przypomniał sobie, że kiedyś był młody i też zakradł się ze swą ukochaną na ciechanowski zamek. Młodość lubi mocne wrażenia. Młodzi więc wyszli i już nie straszą na zamku.
Aha, mówicie, że ktoś straszy? Ha, ha, to znajomi naszej myszy polnej harcują i uwierzcie, ludzie boją się ich nie mniej niż czarnego brytana. Zwłaszcza kobiety!

(1) Zespół obniżonego popędu seksualnego - https://pl.wikipedia.org
 

Odbieram nagrodę w Ciechanowie... 18 czerwca 2024


Wróć
dodaj komentarz | Komentarze: