Osoby:
- Weronika z Ogińskiego
- Wiesiek z 22 Lipca (obecnie 11 Listopada)
- Wiolka ze Świerczewskiego (obecnie Piłsudskiego)
- Władek z Bogusławskiego
- Wojtek z Polnej
- młodszy aspirant Walkowiak
Piosenki:
Omega – Dziewczyna o perłowych włosach – motyw przewodni
Led Zeppelin – Schody do nieba
Deep Purple – Child in time
Budka Suflera – Sen o dolinie
Jest taki samotny dom
Krzysztof Klenczon – Port
Lombard – Przeżyj to sam
Miejsce wydarzeń – Wałbrzych, dzielnica Nowe Miasto
Jesień.
Gruzowisko po budynku z czerwonej cegły, w oddali stare krzaki, widoczny kawałek muru, z którego sypie się tynk, słychać odgłosy ulicy znajdującej się tuż przy gruzowisku – autobusy zatrzymujące się na przystanku, samochody zwalniające przed skrzyżowaniem.
Wchodzi Wiesiek. Kładzie na gruz torbę typu „reklamówka”. Oczyszcza część gruzowiska, następnie zaczyna układać cegły tworząc charakterystyczny dla ogniska krąg.
Po chwili zjawia się Weronika. Torebkę i reklamówkę stawia obok torby Wieśka.
Weronika
– Cześć.
Wiesiek
– No cześć.
Weronika
– Ognisko układasz? A jak nie przyjdą?
Wiesiek
– To my się najemy i napijemy.
Weronika
– Też prawda. Pomóc ci?
Wiesiek
– Nazbieraj gałęzi na rozpałkę. Najlepiej z tamtych krzaków, powinny był suche. W porządku. Tyle wystarczy. Teraz musimy pozbierać trochę tego starego drewna.
Weronika
– No co ty, chcesz palić własną szkołę? Nie dość, że ją nam zburzyli, to jeszcze my mamy palić jej pozostałości?!
Wiesiek
– Wyobraź sobie, że to kremacja. Po prostu kremujemy naszą starą budę. Lepiej żebyśmy my to zrobili niż jakieś przygłupy, które nie mają pojęcia, co tu się działo czterdzieści lat temu.
Weronika
– Z tą interpretacją spalania pozostałości po naszej budzie mogę się zgodzić. A gdzie była szatnia?
Wiesiek
– Jaka szatnia? Przecież rozbieraliśmy się w klasach. Stały tam takie drewniane długie wieszaki...
Weronika
– Jasne! Niektóre wieszaki były zamocowane w ścianie. Czyli gdzie mam teraz powiesić płaszcz?
Wiesiek
– Proponuję w klasie od polskiego, ona była...była...Tutaj. Tak, na pewno tutaj. Nawet jakieś porządne cegły tu leżą... A po cholerę brałaś płaszcz?
Weronika
– Wczoraj kupiłam specjalnie na spotkanie. Przecena była w szmateksie na Świerczewskiego.
Wiesiek
– Chciałaś powiedzieć na Piłsudskiego…
Weronika
– Dla kogo Piłsudskiego to Piłsudskiego, dla kogo Świerczewskiego to Świerczewskiego. A ty co, nie mówisz ciągle, że jesteś z 22 Lipca, zamiast z 11 Listopada? Jak człowiek przez trzydzieści parę lat chodził po ulicy Świerczewskiego, był z ulicy Lipca, musi mieć kolejne ponad trzydzieści, żeby zmienić przyzwyczajenie. Mamy jeszcze parę lat na to. Czyli jeśli nie mieliśmy szatni, to butów też nie zmienialiśmy?
Wiesiek
– I całe szczęście. Zobacz, ta cegła z jednej strony jest zielona. Ciekawe, z której z klas?
Weronika
– A gdzie ją znalazłeś?
Wiesiek
– Tutaj. Na drugim piętrze była klasa biologiczna...
Weronika
– A na pierwszym historyczna...
Wiesiek
– A na parterze pokój nauczycielski, gabinet dyra, sekretariat...Nie dojdziemy, skąd ta cegła...
Weronika
– Ustalmy, że z gabinetu dyra. Będziemy mieć wrażenie, że jest z nami.
Wiesiek
– A ja tam nie wiem, czy chcę, by dyro był z nami. Ciągle miałem z nim problemy... Może lepiej ustalmy, że z pokoju nauczycielskiego....
Weronika
– Jeszcze lepiej! Wszyscy nauczyciele mieli ciebie dosyć.
Wiesiek
– Dobra, zakończmy to dochodzenie! Z klasy biologicznej i tyle!
Weronika
– A dlaczego nie z historycznej?
Wiesiek
– Bo biologica była niezłą laską.
Weronika
– A historyk zabierał nas na wycieczki.
Wiesiek
– Bo z biologii miałem czwórkę!
Weronika
– A ja z histy piątkę!
Wiesiek
– Bo się podlizywałaś!
Weronika
– A ty ściągałeś!
Wiesiek
– A ty byłaś kujonem!
Weronika
– A ty chuliganem! Twoja matka ciągle przychodziła do szkoły!
Wiesiek
– A twoja robiła belfrom imprezki!
Wojtek
– Rety, co to za awantura na gruzach szkoły... Ludzie spoko... Weronika? Boże jedyny, kupę lat! Daj pyska! Rety, wcale nie wyglądasz gorzej niż na zdjęciach? Wiesiek! Stary ochlapusie! Nie wytrzymam! Znowu was widzę!
Weronika
– Wojtek! Wojtek! Tyle lat! Super, że jesteś! Super, że przyszedłeś! Myślałam, że ognisko będzie tylko dla Wieśka i dla mnie.
Wojtek
- A o co w ogóle się kłócicie?
Weronika
– O cegłę. Z której klasy.
Wojtek
– Według mnie z korytarza. Albo z kibla. Trochę zalatuje moczem.
Wiesiek
– Pewnie jakiś pijak nalał na nią, jak już rozwalili naszą budę.
Wojtek
– Pewnie tak...
Weronika
– To profanacja. Olewać naszą szkołę...
Wojtek
– Już wcześniej ją olano. Budynek stał tu kilka lat, nikt się nim nie interesował...
Weronika
– Tak…. nasza szkoła stawała się coraz bardziej niepotrzebna...
Wojtek
– Nie tylko ona... Rozejrzyjcie się wokół.... Wszystko się wali....Wszędzie rozbiórki, wyburzenia.... Mam wrażenie, że cały stary Wałbrzych jest już nikomu niepotrzebny...
Weronika
– Nie gadaj tak. Mnie jest potrzebny. Gdyby tak zabrakło Wałbrzycha, Nowego Miasta, stadionu, ulicy Ogińskiego....nie miałabym co ze sobą zrobić...
Wojtek
– Ale szkoły już nie ma. Jak się czujesz bez niej?
Weronika
– Chujowo.
Wiesiek
– Nie klnij, w szkole jesteś. Rozpalamy to ognisko?
Wojtek
– Poczekajmy jeszcze chwilę. Na pewno jeszcze jacyś ludzie przyjdą.
Wiolka
– Już idą! Z pałą i dzidą!
Wojtek
– Boże jedyny Wiolka! Nie mogę! Nie wytrzymam! Wioletta! Nie rycz! Bo zaraz ja się poryczę! Daj chusteczkę.
Weronika
– Kto chce jeszcze chusteczki? Wzięłam zapas. Wiedziałam, ze będziemy ryczeć. Masz Wojtek, wytrzyj Wiolce oczy.
Wojtek
– Wiola, nie spodziewałem się ciebie. Boże, ile to już lat.... Wcale się nie zmieniłaś....
Wiolka
– Przestań. Zaczyna się ściemniać i nie widzisz dokładnie mojej twarzy, moich zmarszczek...
Wiesiek
– Zostawcie zmarszczki. Rozpalamy ognisko! Wera, dawaj wstęp!
Weronika
– No więc moi kochani! Zebraliśmy się dzisiaj, aby uczcić pamięć naszych klas, naszych kibli, korytarzy, ławek, drewnianych tablic, kredy. Zaraz zapłonie ogień na gruzach naszej ukochanej Szkoły Podstawowej nr 4 przy ulicy Świerczewskiego 100. Potraktujmy ten ogień jako kremację naszej ukochanej budy. Niech popiół, który pozostanie po naszym ognisku, wiatr rozniesie po całym Nowym Mieście. Kto podpala?
"50 TWARZY KORONAWIRUSA" - relacja na żywo z przedziwnych czasów! (czytaj w pdf).
(opowiadanie zajęło pierwsze miejsce w "Konkursie na powiastkę/bajkę filozoficzną dla dzieci i młodzieży zorganizowanym przez ODN w Poznaniu w 2024 roku")
Dawno temu, może za górami i za lasami, ale na pewno przy ujściu rzeki Kaystros do Morza Egejskiego, leżało miasto Efez. Mówiono, że założycielem miasta był Androklos, syn ateńskiego króla Kodrosa. Ów królewicz wyruszył na wyprawę wojenną, ale wcześniej wyrocznia przepowiedział mu, że założy swoje miasto w miejscu, gdzie spotka rybę i dzika. I właśnie nad Kaystros spotkał rybaków piekących ryby. Jedna z ryb wpadła do ogniska. Iskry zapaliły pobliskie krzaki, a ogień wypłoszył z nich dzika. Właśnie w tym miejscu, na północnym zboczu góry Pion, powstało miasto nazwane Efezem. W tym też mieście, pięćset lat przed naszą erą, urodził się Heraklit, mędrzec i filozof.
Kto to filozof i co to filozofia...?
(opowiadanie otrzymało wyróżnienie w III edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Magia Futura w Krakowie w 2024 roku)
(opowiadanie otrzymało wyróżnienie w IV Edycji Konkursu Literackiego Pałac w Gądnie w 2023 roku, znajduje się w pokonkursowym wydawnictwie e-booka oraz na stronie
https://www.facebook.com/photo?fbid=774944041397427&set=a.517913603767140 )
(opowiadanie ukazało się w książce "Opowiedz o samotności", która ukazała się nakładem CD Media Poznań 2024 ISBN 978-83-951404-9-5)